Bing Ads czy Google Ads? Porównanie i kolejność

Okładka: Bing Ads czy Google Ads? Porównanie i kolejność

Zacznij od Google Ads, a Microsoft Ads dołóż dopiero wtedy, gdy w Google nie da się już zwiększyć budżetu bez podnoszenia kosztu pozyskania klienta. Oba systemy działają na tej samej zasadzie: kupujesz kliknięcia w wynikach wyszukiwania przez aukcję. Różni je skala. Google odpowiada w Polsce za zdecydowaną większość wyszukiwań, więc to tam jest wolumen zapytań, na którym da się budować sprzedaż. Microsoft Ads to kanał uzupełniający: zwykle tańszy w aukcji, ale z ograniczoną liczbą zapytań.

Poniżej rozkładamy porównanie na części: zasięg, konkurencja, koszt, odbiorcy i narzędzia, a na końcu konkretna kolejność wdrożenia.

Czym Microsoft Ads różni się od Google Ads?

Microsoft Ads to system reklamowy Microsoftu, który obsługuje wyszukiwarkę Bing wraz z siecią partnerów, między innymi Yahoo i DuckDuckGo, oraz powierzchnie reklamowe w produktach Microsoftu. To ta sama platforma, którą część rynku nadal nazywa Bing Ads.

Mechanika jest bliźniacza do Google Ads. Budujesz kampanie oparte na słowach kluczowych, ustawiasz dopasowania i wykluczenia, piszesz reklamy tekstowe, licytujesz w aukcji i płacisz za kliknięcie. Znajdziesz tam też kampanie produktowe, remarketing i formaty z dużym udziałem automatyzacji. Reklamodawca, który zna panel Google, odnajdzie się w Microsoft Ads w kilka godzin.

Realna różnica nie leży w funkcjach, tylko w rynku. W Google konkurujesz z niemal wszystkimi firmami z branży, w Microsoft Ads z ich częścią. Mniejsza konkurencja obniża stawki, ale idzie w parze z mniejszą liczbą zapytań, więc kampania szybciej trafia na sufit zasięgu.

Jaki zasięg ma Microsoft Ads w Polsce?

Google jest w Polsce dominującą wyszukiwarką i to się w najbliższym czasie nie zmieni. Bing zbiera wyraźnie mniejszą część wyszukiwań, a jego pozycja bierze się głównie z ustawień domyślnych: przeglądarki Edge w systemie Windows, wyszukiwania z poziomu paska zadań i firmowych komputerów, na których nikt nie zmieniał konfiguracji.

To ma dwie praktyczne konsekwencje. Pierwsza: nawet bardzo dobrze ułożona kampania w Microsoft Ads nie dowiezie takiego wolumenu jak Google, bo po prostu nie ma tam tylu zapytań. Druga: część tych zapytań jest realnie warta pieniędzy, bo pochodzi od osób pracujących na sprzęcie służbowym, często w godzinach pracy.

Dlatego Microsoft Ads traktujemy jako dodatek do budżetu, nie jako alternatywę. Jeśli w kampaniach Google Ads masz jeszcze niewykorzystany potencjał na frazach z intencją zakupową, drugi system nie jest odpowiedzią na Twój problem.

Czy w Microsoft Ads jest taniej niż w Google Ads?

Zwykle tak, jeśli patrzysz na koszt kliknięcia. O te same frazy licytuje tam mniej firm, a mniejsza presja w aukcji przekłada się na niższe stawki. To najczęściej powtarzany argument za tym kanałem i akurat ten jest uczciwy.

Problem w tym, że koszt kliknięcia jest złą miarą opłacalności. Liczy się koszt pozyskania klienta i to, ile ten klient jest wart. Tańsze kliknięcia od gorzej dopasowanych odbiorców potrafią dać droższego leada niż droższe kliknięcia w Google. Ten sam mechanizm opisaliśmy szerzej przy koszcie reklamy w Google Ads, gdzie o stawce decyduje nie tylko rynek, ale i jakość kampanii.

Powiedzmy wprost: nie mamy własnych, zweryfikowanych danych o koszcie leada z Microsoft Ads, więc nie podamy Ci liczby. Punkty odniesienia z kampanii, które prowadziliśmy w innych kanałach, znajdziesz w benchmarku CPL i ROAS. Własny wynik z Binga poznasz dopiero po teście na swoim koncie.

Kto klika reklamy w sieci Microsoftu?

Odbiorcy w Microsoft Ads są przesunięci w stronę użytkowników komputerów z Windows i przeglądarki Edge, w tym sprzętu firmowego, gdzie ustawienia domyślne zostają nietknięte. Dużo częściej niż w Google masz do czynienia z wyszukiwaniem na desktopie, w kontekście zawodowym.

Dla części branż to zaleta. Sprzedaż B2B, oprogramowanie, usługi dla firm, szkolenia, sprzęt biurowy i produkty kupowane służbowo trafiają tam na klienta w naturalnym środowisku. Microsoft Ads pozwala też kierować reklamy na podstawie danych z profili LinkedIn, na przykład branży czy wielkości firmy. Dostępność tej opcji sprawdzaj w panelu dla swojego rynku, bo bywa różna.

Słabiej wypada odwrotny profil: młody klient, decyzja podejmowana na telefonie, zakupy impulsowe, produkty mocno wizualne. W takich przypadkach szybciej zbudujesz zasięg w kanałach społecznościowych niż w drugiej wyszukiwarce.

Czym różni się codzienna praca w obu panelach?

Narzędzia wyglądają podobnie, ale prowadzi się je inaczej. Microsoft Ads ma wbudowany import kampanii z Google Ads: przenosi strukturę, słowa kluczowe i teksty reklam. To wygodny start, choć potraktuj go jak szkic. Stawki z Google są policzone pod inną aukcję, a wykluczenia i harmonogram trzeba ustawić od nowa.

Pomiar opiera się na tagu UET, czyli osobnym skrypcie Microsoftu. Bez niego kampania nie ma na czym optymalizować i ocenisz ją po kliknięciach zamiast po zapytaniach ofertowych. To pierwsza rzecz do wdrożenia, jeszcze przed uruchomieniem reklam.

Największa różnica dotyczy danych. Mniejszy wolumen zapytań oznacza, że automatyczne strategie licytowania uczą się wolniej, a wnioski z tygodnia bywają przypadkowe. W praktyce dłużej trzymamy tam prostsze ustawienia i patrzymy na dłuższe okresy. Algorytm podpowiada, kierunek wybiera specjalista, bo przy takiej ilości danych łatwo pomylić szum ze zmianą trendu.

Jak wygląda porównanie Microsoft Ads i Google Ads punkt po punkcie?

KryteriumGoogle AdsMicrosoft Ads
Zasięg w Polscedominujący, główne źródło zapytańwyraźnie mniejszy, sieć Bing, Yahoo i partnerów
Konkurencja w aukcjiwysoka, licytują niemal wszyscy z branżyzwykle niższa
Koszt kliknięciazwykle wyższyzwykle niższy przy tych samych frazach
Wolumen zapytańpozwala skalować budżetogranicza skalowanie, rola uzupełniająca
Odbiorcypełny przekrój, mocna obecność mobileprzesunięci w stronę desktopu i sprzętu firmowego
Targetowanie zawodowebrak bezpośredniego odpowiednikadane z profili LinkedIn, dostępność zależna od rynku
Start kampaniibudowa od zerawbudowany import kampanii z Google Ads
Pomiar konwersjitag Google, integracja z Google Analyticstag UET
Rola w planie mediowymfundament kampanii w wyszukiwarcedodatek po wysyceniu Google

Tabela pokazuje jedno: to nie jest wybór „albo, albo”. Microsoft Ads nie zastępuje Google, tylko dobiera resztę zapytań, do których nie docierasz.

Kiedy Microsoft Ads się nie opłaca?

Są sytuacje, w których odradzamy uruchamianie drugiego systemu, nawet jeśli kliknięcia są tam tańsze:

  • Google nie jest jeszcze wysycony. Jeśli udział w wyświetleniach na kluczowych frazach masz niski, a budżet dzienny ogranicza kampanię, każda złotówka pracuje lepiej w Google.
  • Budżet jest mały. Rozdzielenie go na dwa systemy oznacza, że żaden nie zbierze dość konwersji, żeby optymalizacja miała się na czym oprzeć.
  • Pomiar konwersji nie działa poprawnie. Bez wdrożonego tagu UET i przekazywania konwersji ocenisz kanał po kliknięciach, czyli po niczym.
  • Twój klient jest młody i mobilny. Profil odbiorcy w sieci Microsoftu po prostu nie pasuje.
  • Nie masz kto tego prowadzić. Drugi panel to kolejny zestaw wykluczeń, testów i raportów co miesiąc.

Uczciwa zasada brzmi tak: Microsoft Ads dokłada ułamek wolumenu, który daje Google, więc powinien kosztować Cię odpowiednio mniej uwagi i budżetu niż kanał główny.

W jakiej kolejności uruchamiać Google Ads i Microsoft Ads?

Kolejność, którą stosujemy u klientów, wygląda tak:

  1. Ustaw poprawny pomiar konwersji. Bez tego każde porównanie kanałów jest zgadywaniem.
  2. Wysyć Google Ads. Zwiększaj budżet na frazach, które dowożą sprzedaż, dopóki koszt pozyskania klienta trzyma się w Twoim limicie.
  3. Sprawdź, gdzie kończy się potencjał. Jeśli udział w wyświetleniach jest już wysoki, a dalsze podnoszenie stawek podbija koszt leada, kanał jest wysycony.
  4. Zaimportuj kampanie do Microsoft Ads i przebuduj je pod tamtą aukcję. Import przenosi strukturę, ale stawki, dopasowania i harmonogram ustaw od nowa.
  5. Oceń po koszcie pozyskania klienta, nie po CPC. Daj kampanii czas na zebranie danych, potem zdecyduj o skali.

Ten sam schemat działa, gdy rozważasz dołożenie kanałów społecznościowych: najpierw domykasz popyt istniejący, potem budujesz nowy.

Jeśli chcesz sprawdzić, czy Twoje konto Google jest już wysycone i czy druga wyszukiwarka ma u Ciebie sens, zajmujemy się tym przy obsłudze Microsoft Ads.

Odbierz bezpłatną konsultację - przejrzymy Twoje kampanie i powiemy wprost, czy warto dokładać kolejny kanał, czy lepiej dokręcić obecny.

FAQ

FAQ: porównanie Bing Ads i Google Ads

Tak, to ta sama platforma po zmianie nazwy. Bing Ads został przemianowany na Microsoft Advertising, w skrócie Microsoft Ads, a panel obsługuje dziś nie tylko wyszukiwarkę Bing, ale też sieć partnerów i powierzchnie Microsoftu. W rozmowach nadal funkcjonują obie nazwy i oznaczają jedno narzędzie.
Zwykle koszt kliknięcia jest niższy, bo o te same frazy licytuje mniej reklamodawców. To jednak nie przesądza o opłacalności, bo liczy się koszt pozyskania klienta, a nie koszt kliknięcia. Tańsze kliknięcia przy słabszym dopasowaniu odbiorcy potrafią dać droższego leada niż Google.
Zwykle nie. Przy ograniczonym budżecie lepiej wysycić Google Ads, bo tam jest największy wolumen zapytań z intencją zakupową. Microsoft Ads ma sens jako kolejny kanał wtedy, gdy w Google nie da się już zwiększyć budżetu bez pogorszenia kosztu pozyskania klienta.
Tak, Microsoft Ads ma wbudowany import kampanii z Google Ads razem ze słowami kluczowymi, tekstami i strukturą. Import to jednak punkt startowy, a nie gotowa kampania. Stawki, wykluczenia i harmonogram trzeba ustawić od nowa, bo aukcja i wolumen zapytań wyglądają tam inaczej.
Najczęściej dla B2B, oprogramowania, usług dla firm i produktów kupowanych na komputerze służbowym, bo w wielu organizacjach Bing jest domyślną wyszukiwarką. Słabiej wypada tam, gdzie klient jest młody i mobilny. Zanim uznasz kanał za nieopłacalny, sprawdź to na własnych danych, a nie na średnich rynkowych.