Wyszukiwarka Bing: kto z niej korzysta i po co

Wyszukiwarka Bing to wyszukiwarka internetowa Microsoftu, która jest ustawiona domyślnie w systemie Windows, przeglądarce Edge i asystencie Copilot. Korzysta z niej głównie ten, kto tych ustawień nie zmienił. I to jest cała pointa tego tekstu: nie musisz lubić Binga ani go używać, żeby Twoi klienci wpisywali tam zapytania, za które w Google płacisz coraz więcej.
Piszemy o tym z perspektywy praktycznej. Prowadzimy kampanie w wyszukiwarkach od 2018 roku dla ponad 350 klientów z ponad 20 branż i Bing wraca w rozmowach zawsze w tym samym momencie: gdy kampanie w Google przestają rosnąć, a budżet dalej ma pracować.
Czym właściwie jest Bing i gdzie się pojawia?
Bing to nie tylko strona z polem wyszukiwania. To silnik, który obsługuje wyszukiwanie w kilku miejscach naraz, i większość jego użytkowników trafia do niego właśnie tymi drzwiami, a nie przez wpisanie adresu.
- Windows. Wyszukiwanie z paska systemowego prowadzi do Binga.
- Edge. Przeglądarka domyślna w Windowsie ma domyślnie ustawionego Binga.
- Copilot. Asystent Microsoftu opiera odpowiedzi na wynikach z Binga i pokazuje przy nich treści z sieci.
- Partnerzy. Część mniejszych wyszukiwarek i aplikacji korzysta z wyników Binga na własnych stronach.
Z perspektywy użytkownika to często niewidoczne: wpisuje zapytanie tam, gdzie system mu podpowiada, i dostaje wyniki. Z perspektywy firmy oznacza to, że “nikt nie używa Binga” jest twierdzeniem o własnych nawykach, a nie o rynku.
Kto realnie korzysta z wyszukiwarki Bing?
Nie znamy dokładnej struktury użytkowników i nie będziemy jej zmyślać. Wystarczy jednak mechanika ustawień domyślnych, żeby wskazać dwie grupy, które na pewno tam są.
Osoby, które nie zmieniają ustawień. Kupują laptop z Windowsem, otwierają Edge, wpisują zapytanie i dostają wyniki. Nie wybrały wyszukiwarki, po prostu z niej korzystają. Takich użytkowników jest więcej, niż podpowiada intuicja osób z branży, bo branża zmienia ustawienia odruchowo, a reszta świata nie.
Użytkownicy komputerów służbowych. W wielu firmach sprzęt jest skonfigurowany centralnie, z Edge i Bingiem jako domyślnymi, a użytkownik nie ma uprawnień albo powodu, żeby to zmieniać. To ciekawa grupa dla reklamodawcy: ludzie przy biurkach, w godzinach pracy, często z budżetem i decyzyjnością po stronie firmowej.
Jeśli sprzedajesz do firm, druga grupa powinna zapalić lampkę. Zapytanie “oprogramowanie do fakturowania” wpisane na służbowym laptopie w Edge trafia do Binga, a nie do Google.
Co Bing zmienia dla reklamodawcy?
Wyniki wyszukiwania w Bingu zawierają reklamy z systemu Microsoft Advertising, znanego potocznie jako Bing Ads. Mechanika jest taka sama jak w Google Ads: wybierasz słowa kluczowe, ustalasz limit wydatków, płacisz za kliknięcie, a o kolejności reklam decyduje aukcja łącząca stawkę z jakością reklamy. Czym dokładnie jest ten system i gdzie wyświetla reklamy, opisaliśmy we wpisie czym są Bing Ads.
Różnica, dla której w ogóle warto o tym rozmawiać, leży w konkurencji. O to samo zapytanie licytuje w Bingu znacznie mniej reklamodawców niż w Google, bo większość firm kończy myślenie o wyszukiwarkach na Google. Mniejsza konkurencja w aukcji zwykle oznacza niższą cenę kliknięcia przy zachowanej intencji użytkownika. Nie jest to prawo natury, tylko tendencja, którą trzeba sprawdzić na własnych frazach, ale kierunek jest konsekwentny.
Pełne porównanie obu systemów, z tabelą i rekomendowaną kolejnością, zebraliśmy w tekście Bing Ads czy Google Ads.
Dla jakich firm ruch z Binga ma sens?
Z mechaniki ustawień domyślnych wynika prosty profil. Najwięcej sensu Bing ma tam, gdzie klient siedzi przy komputerze z Windowsem:
- usługi i oprogramowanie B2B, kupowane w godzinach pracy ze służbowego sprzętu,
- sprzęt biurowy, szkolenia, rekrutacja, czyli zakupy firmowe,
- e-commerce jako kanał uzupełniający, gdy kampanie w Google osiągnęły sufit i dalsze zwiększanie budżetu podnosi koszt pozyskania zamiast liczby zamówień.
Słabiej wypadają produkty kupowane niemal wyłącznie na telefonie i oferty dla bardzo młodych odbiorców, bo tam ścieżka rzadziej przechodzi przez domyślną wyszukiwarkę Windowsa.
Jak sprawdzić, czy to zadziała u Ciebie?
Nie przekonaniami, tylko krótkim testem na danych. Robimy to w trzech krokach.
- Import działających kampanii z Google Ads. Microsoft Advertising ma wbudowany import, więc nie budujesz konta od zera. Sam import to jednak połowa pracy, o czym piszemy w poradniku o imporcie kampanii.
- Pomiar konwersji od pierwszego dnia. Tag UET i połączenie z analityką, żeby porównywać koszt pozyskania klienta, a nie koszt kliknięcia.
- Ocena po realnych danych. Po kilku tygodniach widać, czy kanał dowozi zapytania w akceptowalnej cenie. Jeśli nie, zamykamy temat i mówimy to wprost.
Punkty odniesienia dla kosztu leada w różnych branżach znajdziesz w naszym zestawieniu CPL i ROAS z 20 kampanii w 11 branżach.
Bing to nie zamiennik Google, tylko dokładka
Na koniec uczciwość wymaga jednego zastrzeżenia. Wolumen wyszukiwań w Bingu jest mniejszy niż w Google i żadna optymalizacja tego nie zmieni. Dlatego prawie nigdy nie radzimy zaczynać od Binga. Kolejność, która działa: najpierw wykorzystać potencjał kampanii Google Ads, a Bing dołożyć wtedy, gdy dalszy wzrost budżetu w Google przestaje się opłacać.
Jeśli Twoje kampanie w Google właśnie doszły do tego punktu, sprawdź, jak prowadzimy kampanie Microsoft Ads, i odbierz bezpłatną konsultację. Policzymy na Twoich danych, czy ta dokładka ma u Ciebie sens.


